

Jakiś czas temu kupiłam na targu staroci osiem stareńkich gałeczek do mebli, razem ze śrubkami z przeznaczeniem "na przydasię"... podczas zeszłorocznych intensywnych porządków w mojej piwnicy trafiłam na nie wciśnięte w jakiś zakurzony kąt. Ruch i wysiłek włożony w porządki intensywnie pobudziły chyba moją kreatywność bo od razu zabrałam się za czyszczenie i odnawianie gałek, poniżej wersja ostateczna. Spieszę nadmienić, że gałeczki mają już nową właścicielkę zachwyconą i zadowoloną. Właśnie to uwielbiam - dawanie drugiego życia zapomnianym przedmiotom, ogromną frajdę z bawienia się metamorfozą a do tego wszystkiego jeszcze ktoś trzeci się z tego cieszy... cóż może być pięknie
jszego???
