na temat...

Sonntag, 19. April 2009

uliczne impresje


Dziś niedziela więc była też joga, która cudownie relaksuje nawet mnie (hmmm jestem początkująca i nie potrafię się jeszcze zawiązać w supełek tak jak moja trenerka, za co ją podziwiam bezgranicznie...). Po godzinie wygibasów i prób przekonywania całego ciała, że jednak może (eeee.... no może powinno móc...wygiąć się się pod przedziwnymi kątami i w kierunkach niemal przeczących prawom fizyki) ruszyłam w drogę powrotną do domu. Na rowerze oczywiście... Nie wiem czy to zasługa jogi, czy może jednak wiosny i słońca ale dostrzegłam nagle, tak jadąc sobie na tym rowerze pięknę rzeczy obok których przechodziłam do tej pory dość obojętnie. Zaskoczył mnie widok dwóch pięknie kwitnących na różowo drzewek teleportowanych chyba z zupełnie innej bajki.... wciśnięte pomiędzy pomazany przez sprayowców blok i osiedlową piekarnię, tuż przy samej ulicy, otoczone spalinami i parkującymi wszędzie samochodami stoją sobie ot tak i kwitną oszałamiająco....

patrząc do góry niemal przeoczyłam to co znjaduje się na dole a mianowicie MLECZE - soczyśćie żółte aż kłują w oczy i jest ich caaaaałe mnóstwo..... a rosną wszędzie! polecam wszystkim by zwrócili uwagę na to gdzie i w jakich warunkach potrafi taki mlecz wyrosnąć a do tego jeszcze zakwitnąć! na gołym kamieniu, wgryzie się toto w najmnięjszą szczelinkę z odrobiną piaseczku i już kwitnie! jestem pod wrażeniem umiejętności przeżycia tych roślinek...

Montag, 13. April 2009

no i dorobiłam się bloga

mam własnego bloga! i z tej radości nie wiem od czego zacząć... właściwie piszę troszkę w tajemnicy bo w pokoju obok gromadka osób czeka na mnie by dokończyć rundkę golfa Wii..., no ale otworzyć bloga i tak zupełnie NIC nie napisać to też troszkę wstyd...

... mamy lany poniedziałek a na mnie nie spadła ani kropla wody... no cóż w Muenster nie znają Śmigusa-Dyngusa, próbowałam przekonać co poniektórych do tego polskiego zwyczaju, ale w zeszłym roku skończyło się to niemal awanturą... w tym roku dałam za wygraną. Teraz z tęsknotą i łezką w oku wspominam te dzikie grupy rozwrzeszczanych latorośli rodzaju męskiego biegające po całej Warszawie z wiadrami wody, chlustając nią gdzie i kogo popadło. Dziwne, kiedyś na ten widok jeżyły mi się ze złości włoski na rękach. Proszę jak pryzmat czasu i odległości magicznie wpływa na postrzeganie świata...