
Dziś niedziela więc była też joga, która cudownie relaksuje nawet mnie (hmmm jestem początkująca i nie potrafię się jeszcze zawiązać w supełek tak jak moja trenerka, za co ją podziwiam bezgranicznie...). Po godzinie wygibasów i prób przekonywania całego ciała, że jednak może (eeee.... no może powinno móc...wygiąć się się pod przedziwnymi kątami i w kierunkach niemal przeczących prawom fizyki) ruszyłam w drogę powrotną do domu. Na rowerze oczywiście... Nie wiem czy to zasługa jogi, czy może jednak wiosny i słońca ale dostrzegłam nagle, tak jadąc sobie na tym rowerze pięknę rzeczy obok których przechodziłam do tej pory dość obojętnie. Zaskoczył mnie widok dwóch pięknie kwitnących na różowo drzewek teleportowanych chyba z zupełnie innej bajki.... wciśnięte pomiędzy pomazany przez sprayowców blok i osiedlową piekarnię, tuż przy samej ulicy, otoczone spalinami i parkującymi wszędzie samochodami stoją sobie ot tak i kwitną oszałamiająco....
patrząc do góry niemal przeo
czyłam to co znjaduje się na dole a mianowicie MLECZE - soczyśćie żółte aż kłują w oczy i jest ich caaaaałe mnóstwo..... a rosną wszędzie! polecam wszystkim by zwrócili uwagę na to gdzie i w jakich warunkach potrafi taki mlecz wyrosnąć a do tego jeszcze zakwitnąć! na gołym kamieniu, wgryzie się toto w najmnięjszą szczelinkę z odrobiną piaseczku i już kwitnie! jestem pod wrażeniem umiejętności przeżycia tych roślinek...
